Ograniczenia są tylko w Twojej głowie. Jak je pokonać?

Zabieram was na chwilę do 2120 roku. Jesteśmy w Berlinie. Sekundy dzielą najszybszych zawodników od przekroczenia linii mety maratonu. Mamy zwycięzcę. Jego czas na dystansie 42,195 km wynosi 1:10:36. Jak powiedział kelner z reklamy Sprite „no proszę pana ja jaja nie robię”.

Wiem, że trudno uwierzyć w taki scenariusz, ale zaraz przytoczę pewne fakty, po których ten początkowo niemożliwy obraz wyda wam się bardziej realny. Pierwszy rekord świata w maratonie należy do Johnny’ego Hayesa, który zdobył złoto w Londynie z czasem 2:55:18. Był rok 1908. Od tego czasu do 2014 roku, kiedy to Dennis Kimetto ustanowił nowy rekord na dystansie 42,195 km minęło 106 lat. Czy myślicie, że gdybyśmy powiedzieli Hayesowi stojącemu na podium w Londynie, że za 106 lat jego czas zostanie poprawiony o ponad 50 minut to by nam uwierzył? No właśnie…

Będę wracać do tematu pokonywania granic i bicia rekordów jeszcze nie raz, bo jestem zafascynowana tym, jak ogromne możliwości drzemią w człowieku i dla kontrastu jak niewiele z tych możliwości jest on często w stanie wykorzystać. Co zatem zrobić, żeby zwiększyć szansę na wyciśnięcie maksimum ze swoich predyspozycji? Przede wszystkim uwierzyć w to, że niemalże każdy przeciętny człowiek jest w stanie osiągnąć bardzo wysoki poziom, żeby nie powiedzieć, że mistrzowski, w dziedzinie, którą uparcie ćwiczy. Potrzebna jest do tego ciężka praca, ukierunkowane na rozwój działania (tutaj często okazuje się, że potrzebujemy wskazówek doświadczonego „trenera”), znalezienie pasji w tym co się robi i oczywiście pokora.

Tak wiele mówi się o talencie, wrodzonych predyspozycjach, „dobrych genach” i „tym czymś”, a tak niewielki procent w całym tym szumie wokół sukcesu zajmuje wątek wytrwałej pracy.

Wytrwałość to nic innego jak powtarzanie podjętego zadania bez względu na okoliczności. Jak sobie postanowiłam, że będę biegać cztery razy w tygodniu, to biegam te cztery razy, nawet jak mi się bardzo nie chce, niezależnie od pogody czy samopoczucia. Mowa była też o tym, że żeby nasze działania dawały nam poczucie sensu, musimy mieć jakiś konkretny cel – sukces w rozumieniu subiektywnym. Podejmowanie wysiłku, który w naszym odczuciu do żadnych atrakcyjnych rezultatów nie prowadzi powoduje prawie natychmiastowe wypalenie. Idąc tym tropem za przykładem, który podałam muszę pamiętać, że to moje bieganie cztery razy w tygodniu jest po coś.

Jest jeszcze jedna bardzo ważna kwestia, która łączy dwa wątki wspomniane w tekście – bicie rekordów w maratonie i wytrwałość w podejmowanych działaniach. Jest nią wiara w to, że stać nas na osiągnięcie wspomnianego sukcesu. Może, gdyby Hayes wiedział, że człowiek będzie w stanie pokonać dystans 42,195 km. w czasie 2:02:57 to uwierzyłby, że jego również stać na osiągnięcie lepszego wyniku. Niestety tej wiary często ludziom brakuje. Wyobraź sobie, że chcesz schudnąć, przebiec maraton poniżej trzech godzin, osiągnąć mistrzowski poziom w dziedzinie, którą się zajmujesz i jakiś autorytet mówi ci, że jesteś w stanie tego dokonać. Nabierasz wiatru w żagle, bo nagle uświadamiasz sobie, że cel jest w twoim zasięgu. Jeżeli nie ma obok ciebie autorytetu, który ci to powie, uwierz mi na słowo – jesteś w stanie. Po prostu wytrwale nad tym pracuj, a ja będę dostarczać Ci kolejnych dowodów na to, że możesz i wskazówek jak tego dokonać.

Źródło:

Ericsson A., Pool R., PEAK How all of us can achieve extraordinary things, Vintage, London 2017
Dweck C., Nowa Psychologia Sukcesu, Wyd. MUZA SA, Warszawa 2013
http://www.magazynbieganie.pl/rekord-swiata-berlinie-sylwetki-ciekawostki/

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *